Posted by on Lip 5, 2021 in Perfumy | 0 comments

Perfumy Calvin Klein Eternity Men
Początkowo wersja damska stara się pokazać swoją niedoszłą „ciemną” stronę. Stara się to osiągnąć na pierwszej linii bojowej, gdzie wysyła pieprz, owoce leśne i śliwki. Szybko jednak uciekają z walki i bez większego uporu opuszczają swoje pozycje na lekką bryzę kwiatowo- słabego jaśminu i glicynii.

Ogólnie rzecz biorąc, perfumy brzmią jak próba „dziecinnego” i niedojrzałego, kwiatowo-orientalnego. Te, które są już powąchane, rozpakowane, nie mają nic do przyciągania, kobieta, która chce się uwieść, na pewno nie będzie zachwycona. Zapach jest stały, delikatny, nie wystaje żaden konkretny składnik. Uwielbiane skądinąd fasolę tonka i drzewo sandałowe są przestraszone przez piechotę w ostatnim rzędzie, jakby bojąc się zamanifestować w pełnym pięknie i sile.

Perfumy byłyby prawdopodobnie preferowane przez kobiety, które nie są intensywnie perfumowane;
Grupą docelową mogą być beztroskie, wrażliwe i romantyczne dusze, które dopiero wkrótce odkryją świat perfum. Mogliby spróbować tego na rozgrzewce – mimo swojej dyskretności i niewyraźności, mogą z nostalgią wspominać ją jako swoją „pierwszą” i tylko w dobry sposób z biegiem czasu.

MĘSKA WERSJA WIECZNOŚCI

Wydaje mi się, że jest to dość bezproblemowy i niekonfliktowy zapach na każdą porę dnia. Zawiera typowo „męskie” składniki, które niestety posiada co trzecie perfumy. Nieskomplikowany zapach dla mężczyzny, który każdego ranka automatycznie sięga po półkę łazienkową z każdego wspomnienia z pamięci, by spryskać się wszystkim, co tylko poczuje. Rano pewnie porównałabym to, głównie kobiecą niechęć, do radzenia sobie z tym, w co się ubrać na co dzień. Każdy z nas ma w zapasie strój uniwersalny. Taki regularny, codzienny rytuał bez emocji.

Zapach, choć jest innowacją czegoś oryginalnego, nie wydaje się przechodzić „liftingu”. Nie mogę oprzeć się wrażeniu, że są starzy, z lat dziewięćdziesiątych. Mój nos zakreśla duże kółka na papierach testowych, na których jest też kobieca, nowa wersja. Jednak przy tym natychmiastowym porównaniu, paradoksalnie, jako przedstawicielki płci pięknej, męski design jest dla mnie wyraźnie lepszy.

Zapach jest bardzo aromatyczny, słodko pikantny, gałki muszkatołowej i lawendy, jakby zapożyczony od V&R i ich Spicebomb. Orientalny początek sprawia, że dobrze brzmią śliwki i kolendra, mocno wsparte fiołkami. Perfumom nie brakuje jednak pewnej lekkości, baza jest przyjemnie zaokrąglona drzewem sandałowym i cedrem.